okop - długi na kilka kilometrów , stoimy wszyscy z karabinami w dłoniach ...Jest brudno ,szaro a błota po pas . Właściwie to pół leżymy na ścianie transzei ... kontem oka widze oficera coś mówi gestykuluje ... nagle docierają do mnie słowa " Żołnierze za wolną Polskę !" oficer zagwizdał w swój srebrny gwizdek.... HURRRRRAAAAA cała linia ożyła .....
AAAAAAAAA !!!!! biegne szybko , z całej siły ściskam karabin , obok mnie wybuchają artyleryjskie granaty ,cały jestem pokryty pyłem i błotem krzycze z całych sił AAAAAAA AAAAA z przeciwnej strony słychać kanonade karabinów maszynowych ...Biało czerwona flaga postrzepiona kulami i szrapnelami wpada w błoto ... Wskuje do okopu biegne napotykam wroga krzycze ..wbijam mu bagnet w brzuch przekręcam broń, ciepła krew spływa po moich rękach on osuwa sie na ziemie z oczami w słup, rzucam karabin z kabury wyciągam rewolwer biegne okopem przed siebie..na przód , na przód .... i nagle słysze ...dźwięk niczym stado wściekłych psów... nienawistny ryk - czuje jak pociski rozdzierają moje ciało , zrobiło sie przeraźliwie zimno i mokro, upadam czuja jak zanurzam sie w brunatną toń ,nademną gęste powietrze zmieszane z pyłem i dymem przykrywa niebo grubą zasłona...
czwartek, 29 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz