Teraz książka płonie ...
Zabijcie a krew niech na mnie spływa ...
Niech świat modli sie abym nie przemienił frustracji w siłę...
Nie ma terrażniejszości a przyszłość jest odwołana ...
Strzelać bez rozkazu !
Stoje w sosnowym lesie , mam na sobie zielony długi płaszcz ze srebrnymi guzikami... Ręce z tyłu związane na plecach , za mną idzie dwóch ludzi w szarych długich płaszczach i niebieskich czapkach ... Ojcze nasz któryś jest w niebie ... Cisze przerywa huk wystrzałów... ścieżka jest dobrze wydeptana widać już wielu po niej przeszło ... nagle na ścieżce pojawia sie dól ...podchodze bliżej ...padam na kolana...w dół jest długi na kilka naście metrów i głeboki na dwa...a w środku kilkaset ciał wszystkie w zielonych ubraniach ...czuje chłód stali o potylice ... strzał ...padam ...stoją nademną Ci w szarych płaszczach ...na głowach mają czapki a na czapkach gwiazde ...
Zabili mnie a razem ze mną Wolną Polskę ...
Śmierć gwieździe i moskwie !!
środa, 24 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz