Jakoś całe życie bardzie pasowało mi "war , war never changes" . Co bym nie robił , zawsze , od berbecia od takiego małego (pokazuje wysokość gdzieś na 120cm ) , wolałem polkę na dwa erakemy niż śpiew ptaków ... I jakbym się nie starał to już nic z tego nie będzie... Jakoś prędzej wejdzie mi do głowy technologia bomb od A do N , niż pigułek od bólu głowy. To ciekawe , biorąc pod uwagę że jakoś nigdy nie przepadałem zbytnio za bijatyką , aczkolwiek jak trzeba było rzucałem się na przeciwnika 2 razy większego od siebie , mniejsza z tym zresztą ...
Nie zmienię już tego chyba , już taki będę do końca. Czy to szkodzi - trochę pewnie szkodzi ale chyba nie bardzo skoro dobrnąłem już do 1/4 ...
Wiecie jak to dzieci jak się zapyta małego Wojtusia to powie że chce być strażakiem , Kajtek astronautą - Wiadomo teraz każdy pewnie chce być biznesmenem czy innym takim - do rzeczy - Pewnego razu gdy miałem lat 6 może jeszcze mniej , byłem u rodziny na jakiś urodzinach czy czymś takim - No i tam spotkałem jakiegoś starszego jegomościa - była rozmowa o różnych rzeczach , no i w końcu zeszło na jakiś taki dziwny tor - Co byś najbardziej chciał mieć - zapytał ten gość- no to ja mówię karabin maszynowy (a 6 lat może mniej miałem)- to wywołało sporę dość zdziwienie - na to gość mówi - myślę że jakbyś dostał karabin to byś się porzygał od zapachu tego smaru ,- a ja mówię chyba nie ... Wspominałem te rozmowę gdy po kilku latach miałem okazję zapoznać się bliżej z tym rodzajem broni - było rewelacyjnie , zresztą chyba debiuty wychodzą mi nieźle ... No i tak mi już zostało do dzisiaj - "Kochanką mą karabin i klinga ukochanej szabli" ...
środa, 6 lipca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz